Dokładnie 44 lata temu z taśmy montażowej w Bielsku-Białej zjechał pierwszy egzemplarz Fiata 126p. Samochód szybko stał się obiektem pożądania – głównie dlatego, że wtedy na rynku motoryzacyjnym nie było większej alternatywy. Dzisiaj historia zatoczyła koło i poczciwy „Maluch” zdobywa coraz to nowe rzesze fanów, osiągając niejednokrotnie bardzo wysokie ceny.

Premiera Fiata 126p odbyła się na Placu Defilad w Warszawie 9 listopada 1972 roku. Dzień później „Życie Warszawy” opublikowało na swoich stronach, że samochód ten „(…) zmienić winien nie tylko krajobraz naszych ulic i dróg, ale przyczynić się do upowszechnienia kultury technicznej (…)”. Pierwszy egzemplarz – Fiat 126p zmontowany jeszcze na włoskich częściach – zjechał z taśmy montażowej w Bielsku-Białej w dniu 6 czerwca 1973 roku.

Ile kosztował Fiat 126p?

Przez ponad dwie dekady poczciwy „Maluch” był najczęściej spotykanym samochodem na naszych drogach. Samochód w momencie swojej premiery kosztował 69 tys. zł – oznacza to, że statystyczny Kowalski mógł sobie na niego pozwolić, odkładając „do skarpety” lub w promowanym przez państwo systemie przedpłat około 30 swoich pensji. W przeliczeniu – biorąc pod uwagę średnią zarobków w Polsce – dzisiaj Fiat 126p kosztowałby około 140 tys. zł. Jaki samochód można by kupić za taką kwotę? Dobrze wyposażonego Lexusa IS z 245-konnym silnikiem lub cztery Toyoty Aygo.

Jak można w skrócie opisać „Maluszka”? Złośliwi twierdzą, że skrót Fiat 126p oznacza „Fatalną Imitację Auta Turystycznego – jednodrzwiowy, dwuosobowy, sześciokrotnie przepłacony”. Umiejscowienie silnika z tyłu pojazdu również doczekało się serii żartów – jeden z nich mówił, że samochód ma bardzo dobrze zaprojektowaną strefę zgniotu, która kończy się na silniku.

– Nadal dziwi mnie to, że tym mierzącym niewiele ponad trzy metry autem o symbolicznym bagażniku i ekstremalnie ciasnej tylnej kanapie podróżowały na wakacje do przysłowiowej Bułgarii całe rodziny z dziećmi, namiotem i bagażem. Nie ma natomiast wątpliwości, że to bardzo dzielny i wytrzymały samochód – wspomina Arkady P. Fiedler. – Mój Fiat 126p przejechał ze mną całą Polskę, Afrykę oraz Azję i nigdy mnie nie zawiódł. To potwierdza, że jego prosta konstrukcja jest jego największą zaletą, a odpowiednio przygotowany i na bieżąco serwisowany jest w stanie pokonać trudy, które zapewne nawet nie śniły się jego konstruktorom.

Samochód Arkadego P. Fiedlera dzielnie zniósł trasy zaplanowane przez wnuka sławnego podróżnika. Mieszkańcy odwiedzonych przez niego zakątków Afryki i Azji nie kryli zdziwienia – a może i szoku, że ten mikroskopijny samochód był w stanie dojechać tak daleko.

– Oczywiście w czasie wyprawy Fiat 126p wymagał bieżącej obsługi. Dla przykładu – olej wymieniany był co 3–4 tys. km, a podczas wyprawy do Afryki filtr powietrza trzeba było zmieniać 17 razy. Podróż do Azji była mniej uciążliwa pod tym względem. Zużyliśmy zaledwie 10 filtrów powietrza – dodaje Fiedler.

Nawet dzisiaj – po 44 latach od rozpoczęcia produkcji – bieżące serwisowanie „Malucha” nie powinno nadmiernie obciążać kieszeni właściciela. Części nadal dostępne są na rynku, a popularność samochodu sprawiła, że pojawiło się wiele firm produkujących elementy blacharskie i mechaniczne.

Fiat 126p – idealne auto do sportów motorowych?

Pomimo swojej – delikatnie rzecz ujmując – niezbyt zaawansowanej technicznie konstrukcji, Fiat 126p z powodzeniem był, i co warto podkreślić nadal jest, wykorzystywany w sportach samochodowych. W 1975 roku utworzono nawet Ośrodek Badawczo-Rozwojowy, który zajmował się przygotowaniem „Malucha” do startu w zawodach. W większości przypadków zawodnicy radzili sobie jednak na własną rękę, ulepszając pojazd w zaciszach swoich garaży.

– W pewnym okresie Fiat 126p był najpopularniejszym samochodem używanym w wyścigach. Zdarzało się, że na zawody odbywające się na torze Poznań przyjeżdżało nawet sześćdziesiąt „Maluchów”. Warto wspomnieć, że ten samochód nie był tani, a dla wielu ludzi wręcz nieosiągalny. Pomimo tego znalazła się niemała grupa zapaleńców motoryzacyjnych, którzy nim z powodzeniem startowali – wspomina Grzegorz Baran, kierowca wyścigowy i pilot rajdowy, startujący m.in. w Rajdzie Dakar.

Fabryczny Fiat 126p nie dysponował oszałamiającą mocą ani osiągami. Silnik o pojemności 650 cm3 generował 24 KM mocy – według danych fabrycznych samochód osiągał prędkość maksymalną 105 km/h. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmowało mu natomiast 50 sekund – informowały oficjalne tabele. Zdaniem Grzegorza Barana Fiat 126p bardzo spolitechnizował nasz rodzimy sport motorowy i niejako zmusił do rozwijania twórczej myśli technicznej.

– Samochody te jeździły podczas zawodów w dwóch klasach. Pierwsza obejmowała egzemplarze seryjne. W tych zawodnicy i ich mechanicy poprawiali „niedoróbki fabryczne”. Odpowiednio dopracowany Fiat 126p mógł osiągnąć nawet 30 KM – dodaje Grzegorz Baran. – Druga grupa to były „Maluchy” bardzo mocno modyfikowane. Dzisiaj można by je było porównać niemalże do WRC. Oczywiście biorąc pod uwagę ówczesne możliwości zespołów – zarówno te finansowe, jak i zaplecze dostępnych na rynku części zamiennych. Kunszt mechaników pozwalał w osiąganiu przez silnik nawet 70 KM. Moim zdaniem to był bardzo ciekawy okres dla polskiego sportu motorowego.

Obecnie tradycję startów Fiatami 126p starają się – z powodzeniem – utrzymywać organizatorzy serii wyścigów płaskich Maluch Trophy. Pierwsze starty odbyły się w 2010 roku, a zawodnicy cyklicznie spotykają się na polskich i zagranicznych torach wyścigowych. Najbliższe zawody odbędą się od 9 do 11 czerwca na torze w Poznaniu.

Miłośnicy tego modelu organizują również towarzyskie zawody, mające na celu spędzenie wolnego czasu w gronie innych zapaleńców. 12 czerwca odbędzie się w Warszawie Nocny Rajd Maluchów organizowany przez grupę fanów F126p.com – każda załoga otrzyma instrukcję z podanymi 6 lokalizacjami, które trzeba po kolei odwiedzić. Kolejność i trasę wybiera sama załoga, ale liczy się, kto pokona najkrótszy dystans. Na wybranych punktach będą zadania dodatkowe dla pilota.

Na uwagę zasługuje również coroczny Ogólnopolski Zlot Fiata 126p. Tym razem miłośnicy tego modelu spotkają się w Sochaczewie. Impreza potrwa od 11 do 15 sierpnia, a na uczestników czeka między innymi trasa turystyczna otuliną Kampinoskiego Parku Narodowego oraz próba pobicia rekordu Guinessa na „największą paradę samochodów marki Fiat”.

Kolejne pokolenia doceniają „Malucha”

Samochód robi furorę nie tylko wśród kierowców, którzy pamiętają czas kartek na żywność, kolejek i permanentnych braków na półkach. Młodsze pokolenie doceniło Fiata 126p i ten niewielki samochodzik stał się elementem wielu kolekcji. Co więcej, pomimo tego, że na rynku aut używanych można znaleźć bez większych problemów samochody, które z powodzeniem można przerobić na mocną rajdówkę, wielu miłośników sportów motorowych łączy swoją pasję kierowcy rajdowego z miłością do „Malucha”.

Fiat 126p należący do Petrolhead.Girl robi wrażenie. Wyposażony jest między innymi w gaźnik Webera, skrócone laski popychaczy, nowe tłoki i splanowaną głowicę po kompletnym portingu.

– Maluchy podobały mi się praktycznie od zawsze. Do niedawna uważałam jednak, że przerabianie go na samochód rajdowy nie ma sensu. Fiat 126p jest tragicznie wyważony, w zakrętach zachowuje się bardzo dziwnie i generalnie jest małym pudełeczkiem niezbyt bezpiecznym dla kierowcy – opowiada Agata Pietruszka, znana również jako Petrolhead.Girl. – Stało się jednak tak, że moja miłość do tego samochodu zwyciężyła. W 2015 roku zdecydowałam się na zakup. W Tarnowskich Górach, skąd pochodzę, znalazłam egzemplarz z 1984 roku, w ciągu kilku godzin stawiłam się u właściciela i w ten sposób stałam się posiadaczem Fiata 126p.

Samochód jest dodatkowo wyposażony w felgi Fratelli Pedrini Sarezzo z 1978 roku oraz siedzenia kubełkowe Sparco, czteropunktowe pasy szelkowe i obrotomierz Mera Lumel II. Petrolhead.Girl startuje nim z powodzeniem między innymi w KJS-ach.

Od momentu rozpoczęcia produkcji do jej zakończenia w 2000 roku wyprodukowano łącznie około 3,3 mln Fiata 126p, z czego na nasz rynek trafiło 2,4 mln sztuk. Przez lata auto było przez fabrykę modyfikowane i ulepszane, ale zachowało swój charakterystyczny wygląd i rozpoznawalny dźwięk silnika. Samochód był eksportowany praktycznie na wszystkie kontynenty świata – auta trafiły do Chin, na Kubę i do Australii. Dzisiaj model ten ma szansę przetrwać głównie dzięki grupie zapaleńców, która po latach doceniła wartość historyczną tego samochodu.